Esej: Darwinowskie porównanie władz umysłowych człowieka i zwierząt niższych

Teoria ewolucji Karola Darwina wywołała szerokie spustoszenie w ówczesnym świecie nauki. Kreacjonizm, tak mocno zakorzeniony w mentalności ludzi, przestał być monopolistą – do gry wszedł ewolucjonizm i zagarnął większość rynku. Jest wiele czynników tłumaczących, dlaczego to właśnie nowy prąd myślowy stał się popularny. Przede wszystkim, kreacjonizm, choć kuszący i prosty w swoim założeniu, nie dawał odpowiedzi na kolejne pytania, których ilość narastała wraz z rozwojem nauk szczegółowych. Karol Darwin, angielski przyrodnik, porównywał liczne organizmy żywe i doszedł do niesamowitego wniosku: ich kolejne pokolenia ewoluują, stając się lepiej przystosowanymi do danego środowiska.

Gatunki, w drodze rozwoju, dążą do doskonałości[1]. Konsekwencja tej myśli jest oczywista: człowiek jako część przyrody również musi podlegać temu prawu. Dostrzegamy pierwsze głębokie, kontrowersyjne pytanie: jaka była postać człowieka na pierwszych etapach jego ewolucji? Na praprzodka wskazano małpę. Darwin dowodził swej tezy, wskazując między innymi na liczne podobieństwa anatomiczne. Wyjaśnienia te były na tyle wyczerpujące, by obecnie większa część świata nauki przyjęła jego argumentację. Jednak nie wszyscy to zrobili. Krytyka jest tu istotna, albowiem wskazuje na pewne braki tej teorii. Najważniejszy argument to „brakujące ogniwo”, czyli niewskazanie formy przejściowej między antropoidem a homo sapiens sapiens. Odrzucono homo sapiens neanderthalensis ze względu na zbyt duże podobieństwo do człowieka, a zbyt małe do małpy. Próbowano dalej: „człowiek jawajski”[2], „człowiek z Piltdown”[3], kolejne australopiteki (na czele ze sławną „Lucy”[4]), a nawet historie o yeti. Problem nadal nie został rozwiązany, nie każdy został przekonany, a kolejne dowody nie wyzbyły się kontrowersji związanych z mistyfikacją.

Podstawa teorii ewolucjonizmu Darwina leżała w porównywaniu cech anatomicznych. Próbowano rozwiązać problem rozwoju ciała, ale co z umysłem?

Karol Darwin wyszedł ze swojego wstępnego założenia: skoro człowiek anatomicznie dostosowywał się do danego środowiska, to jego władze umysłowe również musiały podlegać temu prawu. Nie ma wątpliwości, że człowiek wykazuje w tym przypadku znaczącą przewagę w porównaniu do zwierząt niższych. Gdzie więc szukać źródła tych umiejętności? Jak się rozwinęły i po co? Z pomocą przychodzą inne organizmy żywe i porównywanie ich możliwości z homo sapiens sapiens.

Środowisko, w jakim rozwija się człowiek, jest w większej części identyczne z tym, z którym mają do czynienia inne zwierzęta. Podlegamy więc jednakowo oddziaływaniu przyrody. Odbieramy świat za pomocą podobnych zmysłów, jednak przeżywamy go z różną intensywnością (chciałoby się rzecz, że mamy różne qualia). Dzielimy z nimi wspólne instynkty: samozachowawczy, macierzyński, dążności płciowe czy też zdolność ssania. Nie sposób jednak nie zauważyć, że u ludzi ilość instynktów jest mniejsza. Czym jest to spowodowane? Czyżby stosunek inteligencji i instynktu był do siebie odwrotnie proporcjonalny? Sprawa nie wygląda tak prosto. W przypadku owadów, te z najbardziej wyjątkowymi instynktami wykazują się również wysoką inteligencją. I odwrotnie: instynkty płazów i ryb są bardzo prymitywne, co łączy się z ich niskimi władzami umysłowymi. Ważne jest, by nie mylić obu kwestii ze sobą, gdyż czasami wydają się nie do odróżnienia.

Największą cechą wyróżniającą człowieka w świecie przyrody jest posiadanie wysoko rozwiniętego rozumu. Jest to jednak powszechnie przyjęty fakt, że rozumne zachowanie można przypisać nie tylko jemu. Darwin przytacza eksperyment profesora Mobiusa. W dwóch przedzielonych szklaną taflą częściach akwarium umieszczono szczupaka i inne ryby. Gdy szczupak próbował je atakować, uderzał z impetem w szkło. Po pewnym czasie zauważył, że jego starania idą na marne i zaprzestał kolejnych działań. Gdy wyjęto taflę, szczupak miał w pamięci poprzednie próby i nie ośmielił się zaatakować ryb. Jak pisał dalej Darwin, dziki człowiek zastanowiłby się, co było przyczyną uderzenia i wzmógłby ostrożność na przyszłość. Małpy za to rzadko powtarzają czynności, które raz im się nie udały.

Szybkość rozumowania jest podstawą efektywności działań. Darwin przytacza kolejne eksperymenty, tym razem Renggera, który obserwował amerykańskie małpy stojące. Kiedy badacz pierwszy raz dał małpom surowe jajko, rozbijały je, tracąc znaczą część zawartości. Mając na uwadze to doświadczenie, nauczyły się przeprowadzać tę czynność delikatnie. Zauważono również, że gdy się kaleczą, unikają niebezpiecznego przedmiotu. Widać więc wyraźnie, że małpy te potrafią się uczyć i wnioskować ze swoich błędów. Można również wysnuć niezobowiązujące przypuszczenie, że powtarzają swoje próby wyłącznie wtedy, kiedy niepowodzenie poprzedniej było spowodowane całkowicie z ich winy. Czynniki, na które nie mają bezpośredniego wpływu (takich jak ostrość przedmiotu), przerastają je. Tego typu zachowanie można zaobserwować u dzieci na początkowych etapach życia. Człowiek jednak, dorastając, zaczyna rozumować o wiele dalej, jest w stanie dochodzić do szerszych wniosków, co przekłada się na jego wyższą efektywność w interakcji ze światem.

Dużą przewagą ludzi jest posiadanie mowy, dzięki której dziecko, poznając słowa porządkujące mu w myślach jego otoczenie, ma znacznie lepsze narzędzia poznawcze do pojęciowania. Mowa nie jest jednak cechą wyłącznie ludzką. Zwierzęta wydają różnego rodzaju dźwięki, będące reprezentacją tego, co się dzieje w ich umyśle, czego dobrym przykładem jest pies. Ludzką cechą jest natomiast mowa artykułowana. Proste wykrzyknienia, gesty i poruszenia mięśni twarzy stosują się zwykle do uczuć nieznajdujących się w bliskim stosunku do wyższych władz umysłowych, jednak w pewnych sytuacjach (jak na przykład ekspresja odczucia bólu) są zrozumiałe dla innych ludzi nie mniej niż słowa. Naszą mowę odróżnia umiejętność łączenia większej skali dźwięków z ideami. Nie jest instynktowna – nauka każdego języka to ciężka praca, jednakże noworodki czują ogromną potrzebę mówienia. Daines Barrington dostrzegł, że młode ptaki tak samo uczą się śpiewania, jak ludzie uczą się języka: powoli, popełniając błędy i ćwicząc dalej. Wraz z rozwojem udoskonalają swoją umiejętność, aż w końcu ją opanowują. Celowość tego zjawiska zdaje się być uzasadniona, albowiem skuteczność w komunikacji determinuje szanse na przetrwanie danej grupy. Mrówki udoskonaliły zdolność porozumiewania się za pomocą rożków. W przypadku ludzi, porozumiewanie się gestami ograniczyłoby ich możliwości – zajęłoby ręce, których nie można by było wykorzystać do innej pracy. Mowa ma więc cel szczególnie praktyczny i każde zwierzę wykorzystuje ją w możliwy dla siebie sposób.

W powszechnym zwyczaju umiejętność tworzenia pojęć ogólnych przypisuje się wyłącznie człowiekowi. Jednakże zwierzęta również to potrafią. Pies, widząc daleko od siebie innego psa, potrafi rozpoznać obiekt odpowiadający jego abstrakcyjnemu pojęciu psa, co zdradza przez swoje zachowanie. Jego reakcja się zmienia, kiedy podchodząc bliżej uzna, że już się z nim zna. Wysnuwa się stąd przypuszczenie, jakoby zwierzęta miały swego rodzaju indywidualność umysłową, podpartą pamięcią i skupieniem, która, rozwijana, potrafi przywołać szereg wspomnień z dawnych lat. Człowiek rozwinął tę umiejętność o wiele lepiej, posługuje się nią o wiele sprawniej.

Nie sposób nie zadać sobie ważnego pytania: dlaczego to właśnie człowiek ulepszył w taki sposób wspomniane cechy? Dlaczego to on, będąc bliżej doskonałości, zapanował nad zwierzętami, a nie odwrotnie? Legenda chrześcijańska mówi o wybraniu sobie człowieka przez boga na władcę świata. Zanim ta historia (i wiele jej podobnych) powstała, wiara w czynniki nadprzyrodzone i duchowe była powszechna wśród ludów dzikich. Niezrozumienie zjawisk przyrodniczych zdaje się być przekonującą przyczyną powstania wierzeń w duchy. Dzicy interpretują sny jako duchowe podróże i oderwanie się od ciała. Wydaje się to atrakcyjnym wytłumaczeniem na powstanie hipotezy o dualizmie istoty duchowej i cielesnej. Darwin uważał, że dawniej istniała jeszcze prymitywniejsza wersja tego poglądu, która przypisywała każdemu ruchowi cechy podobne do ludzkich, co definiowało je jako pewne formy życia. Przykład tego można dostrzec w przypadku psa, który widząc poruszający się na wietrze przedmiot, wyczuwa zagrożenie, jakby miał tam stać nieznajomy człowiek.

Samo uczucie religijne jest skomplikowane. Cechuje je poddanie istocie wyższej, poczucie zależności od niej, bojaźni, szacunku, a nawet nadziei. Darwin dostrzega ślad tego uczucia w zachowaniu psa wobec swego pana i małpy wobec dozorcy. Zachowanie te jest zupełnie wyjątkowe, nieporównywalne do tego, w jaki zwierzę traktuje inne zwierzęta. Profesor Braubach posunął się do stwierdzenia, że jest tu mowa o traktowaniu człowieka jako boga. Argumenty te zdają się być mocno przesadzone. Bez wątpienia, człowiek i zwierzę mogli czuć szacunek i bojaźń wobec nieokrzesanych sił natury, jednak traktowanie ich jak bogów zdaje się być przejawem niewiedzy religioznawczej. Podstawowe formy religijne widoczne w różnych prymitywnych plemionach wiążą się z kultem uosobionej przyrody, jednakże późniejsze, cywilizowane wierzenia są zupełnie innej kategorii. Choć ciągle zjawiska atmosferyczne tłumaczyło się gniewem bogów, ich obecność była lepiej udokumentowana, czego przejawem są różne księgi religijne. Dodając do tego rozmycie samego pojęcia boga, temat staje się zbyt obszerny, by rozwiązać go w tej pracy.

W czasach, w których sztuczna inteligencja znajduje się w centrum uwagi wielu badaczy, wykazuje się ciągle duże zainteresowanie teorią ewolucji. Nie ma ona jednak całkowitego zastosowania w próbie „uduchowienia” maszyn. Bowiem jak można sobie wyobrazić ewolucję „hardware” maszyny bez ingerencji siły wyższej, jaką w tym przypadku mieliby być ludzie? Rozwiązaniem staje się kreacjonizm. Świadomie stosowany, staje się nieświadomym wypełnieniem starej mądrości „as above, so below”, stawiającej tym razem człowieka w roli stwórcy.

Praca Karola Darwina to niewątpliwie kamień milowy wśród osiągnięć naukowych ludzkości. Niezwykle pracochłonna próba angielskiego badacza dała innym naukowcom szereg hipotez do zbadania. Przestrzegałbym jednak przed dogmatycznym przyjęciem tej teorii. Bez wątpienia, doskonalenie się organizmów jest naturalnym procesem, rosnącym z czasem. Stwierdzenie, jakoby człowiek rozwijał się w identyczny sposób jak inne organizmy, zdaje się być zwyczajnie nieprawdziwe, ze względu na zbyt wysoką przewagę ludzi. Początkowy dowód na pochodzenie człowieka od niższej formy organicznej staje się dowodem na jego wyjątkowość w świecie przyrody. Darwin jako przyrodnik wykazał wyraźne podobieństwa anatomiczne. Pokusił się o porównanie władz umysłowych, jednak to właśnie one drastycznie wyróżniają homo sapiens sapiens na tle innych zwierząt. Prace nad sztuczną inteligencją również próbują wyróżnić pewne maszyny pośród innych, dając im władze wyższego rzędu.

Teoria Karola Darwina udowadnia, że organizmy w danym środowisku udoskonalają te same władze umysłowe, jednak w różnym stopniu, stosownie do potrzeb. Rozwijanie ich daje możliwość sprawniejszego radzenia sobie w grupie, jak i przeciwko innym grupom, co zwiększa szansę przeżycia jednostki. Dobór naturalny stanowi w każdym przypadku główny motor do rozwijania swojego ciała oraz umysłu. Teoria ta nie wyjaśnia pochodzenia wyjątkowych umiejętności umysłowych ludzi. Kreacjonizm, ciągle kuszący i prosty w swoim założeniu, powraca do łask i daje odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Właśnie to do niego, a nie do ewolucjonizmu, zwracają się kolejne próby stworzenia silnej sztucznej inteligencji. A człowiek przy tym doskonali się sam, potwierdzając teorię ewolucji. Nie brakuje paradoksów. Prawda zapewne kolejny raz leży po środku. 

 

Literatura główna:  „O pochodzeniu człowieka”, Karol Darwin, Jirafa Roja, Warszawa, 2009

Literatura uzupełniająca:  „Zakazana archeologia”, Michael A. Cremo, Richard L. Thompson, Arche, Wrocław, 1998

Przypisy:

[1] Doskonałość rozumiem tu jako możliwie najlepsze dostosowanie się do środowiska, by działać w nim możliwie najefektywniej.

[2] Mowa o odkryciu Eugene’a Duboisa w 1891 roku na Jawie. Dubois szukał kości przodka człowieka, przy czym znalazł czaszkę i kość udową. W grudniu 1895 roku w siedzibie Berlińskiego Towarzystwa Antropologii, Etnologii i Prehistorii jego „dowód” został skrytykowany przez specjalistów stwierdzających, że czaszka należy do gibona, a kość udowa do człowieka, co potwierdzali późniejsi krytycy. Mimo to „człowiek jawajski” rozpalił wyobraźnię badaczy i zainspirował kolejne ekspedycje.

[3] W Anglii na początku XX wieku odkryto istotę z czaszką podobną do czaszki człowieka, jednak ze szczęką małpy człekokształtnej. W latach pięćdziesiątych XX wieku odkrycie uznano za mistyfikację.

[4] Donald Johanson i Tom Gray w 1974 roku w Etiopii dokonali sławnego odkrycia kości hominida, nazwanego potocznie „Lucy”, a później  „australopithecus afarensis”. Znalezisko nie miało jednak kompletnej czaszki, więc wymagana była rekonstrukcja. Zarówno Johanson, jak i jego krytycy przyjęli, że głowa a. afarensis przypominała bardziej głowę małp człekokształtnych. Niezgoda wynikła jednak z pozostałej części ciała. Randall L. Susman, Jack T. Stern, Charles E. Oxnard z innymi badaczami zarzucili  Johansonowi, że „Lucy” miała  postawę małpokształtną – kość łopatkowa była identyczna z kością łopatkową małp człekokształtnych, a dzięki stawowi łopatkowemu obróconemu ku górze mogła się wspinać ramionami na drzewa. Wskazano również na inne cechy anatomiczne typowe dla małp: punkty przyczepu silnych mięśni na kręgosłupie, kości dłoni świadczące o silnym uchwycie, a więc możliwości wspinania się po drzewach. Inni badacze dowodzili również, że znalezione skamieliny zawierają w sobie dwa lub więcej gatunków. W społeczności naukowej wciąż istnieje spór na temat tego, czy „Lucy” faktycznie można nazwać przodkiem homo sapiens sapiens.