Esej: O schemacie pojęciowym u Donalda Davidsona

Donald Davidson podjął temat schematów pojęciowych. Z przytoczonej przez niego definicji, są one sposobami organizowania doświadczenia, systemami kategorii nadającymi formę danym zmysłowym, punktami widzenia, z których ludzie, kultury czy epoki obserwują bieg rzeczy. Naturalnie wnioskujemy, że można przedstawić minimum dwa różne schematy pojęciowe. Problem tej różnorodności, zwanej relatywizmem pojęciowym, zainteresował wielu badaczy i znalazł zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Jedną ze stron reprezentowali ci, którzy podkreślali odmienność punktów widzenia ludzi różnych kultur i zakładali, że niektórych schematów pojęciowych nie da się przełożyć na inne w taki sposób, by były one zrozumiałe. Starał się to przedstawić m.in. Whorf na przykładzie języka hopi, gdzie miała istnieć zupełnie inna metafizyka niż w języku angielskim.

Davidson uważał, że teza o nieporównywalności schematów pojęciowych jest nie do przyjęcia. Główny argument za tą tezą, będący metaforą różnych punktów widzenia, został przez niego podważony uwagą, że jego sens zachowuje się tylko wtedy, gdy można mówić jednocześnie o wspólnym punkcie odniesienia, co w konsekwencji prowadzi do podważenia go. Problem przekładalności można ująć dwojako: jako całkowitą i częściową nieprzekładalność. Oba przypadki Davidson krytykuje. Twierdzi, że nie można stwierdzić, czy dany schemat pojęciowy jest różny lub jednakowy względem innego. Skłania się jednak ku myśli, że próby ustalenia wspólnego gruntu między dwoma przeciwnymi schematami przynoszą widoczne efekty w postaci efektywnego procesu komunikacyjnego, do czego nie prowadzi nastawienie o ich bezwzględnej nieporównywalności.

Zgadzam się z autorem, że wskazanie jednoznacznej różnicy lub jednakowości między dwoma osobnymi schematami pojęciowymi jest niemożliwe (lub takie zdaje się być). Nie sposób również nie zauważyć, że skrajny relatywizm pojęciowy prowadzi do twierdzenia, iż dwóch ludzi o różnych językach nie będą w stanie opisać sobie nawzajem rzeczywistości w taki sposób, by odbiorca w pełni uzyskał informację na temat punktu widzenia nadawcy. W codziennym życiu widzimy jednak, że próby zrozumienia się nawzajem prowadzą do zbliżenia ludzi względem siebie. Wspierając się komunikacją niewerbalną, jesteśmy w stanie uzyskać od obcokrajowca prostą wiedzę, chociażby na temat lokalizacji miejsca, do którego zmierzamy. Dlaczego więc mielibyśmy przyjmować, że tego typu próby nie prowadzą do wzajemnego zrozumienia? Musimy mieć na uwadze najważniejszy i najprostszy fakt – nawet w obrębie jednego języka (schematu pojęciowego) często doprowadzamy do nieporozumień pojęciowych. Niezbędna jest wrażliwość w próbie rozszyfrowania cudzych intencji wypowiedzi.

Anna Wierzbicka, rozważając temat mówienia o emocjach, zauważa problem roli języka w konceptualizacji uczuć, co wiąże się z naszym podjętym tematem. Krytykuje między innymi swoisty anglocentryzm w badaniach nad emocjami. Badacze całkowicie umyślnie, analizując emocje podstawowe (w tym Ekman), operują nazewnictwem angielskim, który nie ma całkowitego odzwierciedlenia w innych językach. Zauważa, że te pojęcia nie mogą być wykorzystywane jako neutralne narzędzia analityczne języka, bo nie stanowią metajęzyka. Innym dyskwalifikującym elementem jest powiązanie pojęć z innymi (angielskie słowo „sad” łączy się między innymi z „disappointed”, „upset”, „worried”) Dostrzega, iż pojęcia uniwersalne można zauważyć w prostych przykładach, na przykład: „mówić” i „pić”.

Jednym z kluczowych zarzutów, jakie można przedstawić, jest podważanie zasadności prób szukania uniwersalnych cech języków (schematów pojęciowych). Skoro tak naprawdę nigdy nie będziemy w stanie stwierdzić, że to nam się udało (bo nie mamy odpowiednich narzędzi, które mogłyby to sprawdzić i jednocześnie nie wiązałyby się z innymi schematami), to po co próbować? Uważam, że takie podejście jest nietwórcze, a co za tym idzie – całkowicie błędne. Jeśli jesteśmy w stanie polepszać swoją efektywność komunikacji z osobami o innych schematach pojęciowych, to dlaczego mielibyśmy się przejmować tym, że wzajemne zrozumienie może być wyłącznie pozorne? Osiągnięcie celów nas zadowala i daje realne korzyści.

Krytyka przedstawiona przez Davidsona jest wyczerpująca i trudno się z nią nie zgodzić. Ma przy tym przeświadczenie o istnieniu prawdy obiektywnej, a więc niezależnej od czyjegoś spojrzenia. Skrajny relatywizm pojęciowy zakłada wręcz odwrotne – każdy ma swoją rację. Jego umiarkowana wersja prowadzi do prób zrozumienia innych schematów – bez różnicy, czy jest to pełne zrozumienie, czy zwykły kompromis. Sądzę, że to właśnie ona jest warta zastosowania zarówno w życiu codziennym, jak i pracy badawczej – nawet jeśli może prowadzić do nie do końca właściwych rezultatów, to będą one przybliżać do celu, jakim jest znalezienie cech wspólnych, prowadzących do metajęzyka.

Bibliografia:

Donald Davidson (1974). O schemacie pojęciowym. W: Literatura na świecie nr 5 (238). 1991. Wydawca – Agencja Autorska.

Anna Wierzbicka (1999). Język-umysł-kultura. Warszawa: Wydawnictwo naukowe PWN.